W Ewangelii o ukazaniu się Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim widzę wiele znaków. Jest tam Piotr – papież – który miał żonę. Gdyby Jezus chciał ustanowić obowiązkowy celibat, powołałby wyłącznie bezżennych. Tymczasem powołał także żonatych. Jezus nie potępiał małżeństwa. Wspominał jedynie, że niektórzy dla Królestwa Bożego wybiorą bezżenność.
Paweł, który sam żył samotnie, chwalił ten stan, lecz nikogo do niego nie zmuszał. Zachęcał do małżeństwa tych, którzy mieli trudności z czystością. Uważam, że również w małżeństwie można być całkowicie oddanym Bogu. W drugim człowieku można odnaleźć obecność Boga.
Dlatego sprzeciwiam się narzucaniu celibatu. Celibat może być piękny, jeśli jest wyborem. Gdy staje się przymusem, traci swoją duchową wartość. Każde powołanie jest osobiste. Bóg może prowadzić kapłana zarówno do kapłaństwa, jak i do życia rodzinnego. Wszystko zależy od Jego wezwania.
W tej samej Ewangelii widzę też potwierdzenie cielesności zmartwychwstałego Jezusa. Jadł z uczniami, rozmawiał z nimi, zapraszał do wspólnoty. To nie był duch bez ciała. To było życie. To daje nadzieję, że nasza przyszłość również nie jest rozpłynięciem się w nicości, lecz pełnią życia.
Kościół mówi, że jego głową jest Chrystus. Zadaję więc pytanie: czy zawsze wiernie zachowujemy Jego naukę? Jezus nie przyszedł znieść Prawa, ale je wypełnić. Krytykował powierzchowność, nie samą tradycję. Problemem nie jest rytuał, lecz brak ducha.
Myślę też o Trójcy Świętej. Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty są jednym. Nie ma czwartego elementu. Jedność nie wyklucza różnorodności. Niektóre religie akcentują jedynie Ojca, inne duchowość, jeszcze inne człowieka. Każde z tych spojrzeń dotyka części prawdy. Pełnia rodzi się z równowagi.
Komentarze
Prześlij komentarz