16 kwietnia napisałem do redakcji programu telewizyjnego w sprawie księdza Lemańskiego. Nie pisałem jako ekspert ani jako sędzia. Pisałem jako człowiek wierzący, który czuje wewnętrzne rozdarcie. Jestem katolikiem i nie wstydzę się tego. Ale bywa, że wstydzę się niektórych postaw w Kościele.
Widzę, że nie tylko katolicyzm błądzi. Inne wyznania również mają swoje słabości. Jednak świadomość powszechnej niedoskonałości nie zwalnia mnie z odpowiedzialności za to, co dzieje się w moim domu duchowym.
Napisałem wprost: biskup, który zamyka parafię i sprawuje władzę jak zarządca prywatnego majątku, zamiast służyć na wzór Chrystusa, sprzeniewierza się duchowi Ewangelii. Może to mocne słowa. Ale Ewangelia też bywa wymagająca.
Papież Franciszek jest dla mnie autorytetem. Widzę w nim próbę powrotu do prostoty, do ubóstwa, do służby. A jednak mam wrażenie, że nie wszyscy duchowni słuchają jego nauczania. Między ideałem a praktyką istnieje rozdźwięk. Ten rozdźwięk boli.
Posłuszeństwo nie może oznaczać milczenia wobec niesprawiedliwości. Sumienie nie jest wrogiem Kościoła. Jest jego strażnikiem. Prawdy należy bronić z odwagą, ale bez nienawiści. To trudne. Łatwo popaść w gniew albo w rezygnację. Ja nie chcę ani jednego, ani drugiego.
Ktoś mógłby zapytać: skoro widzisz tyle problemów, dlaczego nie odchodzisz? Odpowiedź nie jest skomplikowana. Zostaję, bo mimo słabości widzę w Kościele ogrom dobra. Widzę ludzi cichych, wiernych, oddanych. Widzę kapłanów, którzy naprawdę służą. Widzę wspólnotę, która modli się i pomaga.
Potrzebuję tej wspólnoty. Wiara przeżywana w samotności łatwo zamienia się w prywatną ideę. Wspólnota bywa trudna, ale jest przestrzenią wzrostu. Inne wyznania również mają swoje nieścisłości. Nigdzie nie ma doskonałości.
Nie zostaję z przyzwyczajenia ani ze strachu. Zostaję z przekonania, że prawda nie jest własnością jednej grupy ludzi, ale że została powierzona wspólnocie, która wciąż się uczy. Kościół nie jest muzeum świętych. Jest szpitalem dla grzeszników.
Chcę iść tą drogą dalej. Nie bezkrytycznie, nie ślepo, ale uczciwie. Szukając prawdy razem z Kościołem. Ufając, że wszystko, co naprawdę dobre, ostatecznie prowadzi ku Dobru — nawet jeśli droga do niego jest długa i nierówna.
Komentarze
Prześlij komentarz