Powyżej przedstawiam nowy znak, który – jak wierzę – został mi objawiony. Symbolizuje on świat duchowy przenikający świat materialny. Ukazuje dwie skrajności: czerń i biel, jak zło i dobro. Bóg jest ponad światłem – jest jego źródłem i dawcą. Szatan znajduje się poniżej ciemności, wszystko przez niego zostaje pochłonięte. Bóg jest ponad tym, co dobre; jest także ponad życiem, dlatego ma władzę nad życiem i śmiercią. Szatan natomiast jest gorszy niż najgłębsze zło i sprowadza wszystko ku nicości.
Bóg pragnie ocalić dusze od nicości, daje im życie i dopóki je podtrzymuje – istnieją. Im bliżej dusza jest Boga, tym pełniej doświadcza pokoju i szczęścia. Im bardziej oddala się ku ciemności, tym dotkliwiej odczuwa cierpienie wynikające z rozdarcia między światłem a mrokiem. Objawia się tu tajemnica bycia „zimnym” albo „gorącym”. Tylko trwanie w pełnej obecności Boga daje prawdziwe spełnienie. Jeśli ktoś nie chce tej obecności, jego istnienie staje się ciężarem.
Rozdarcie między jasnością – światłem, bielą, pełnią – a mrokiem, czernią i pustką, jest dramatem duchowym człowieka. Uważam, że niektóre religie Wschodu prowadzą ku „nicości”, podczas gdy chrześcijaństwo prowadzi ku „pełni”. Wierzę, że ostatecznie zwycięży Pełnia. Współczesna nauka poszukuje „teorii wszystkiego” i niektórzy uczeni sądzą, że jej odkrycie mogłoby wskazywać na istnienie Boga. Czas pokaże, dokąd to prowadzi. Jednak większego dowodu niż życie, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa nie ma. A mimo to wielu nie wierzy. Największe znaki i cuda nie gwarantują nawrócenia, inaczej nie byłoby potrzeby sądu ostatecznego.
Jednocześnie symbol, o którym tutaj mowa pokazuje, że Bóg świeci swoim światłem nad tym co szare, przeciętne i zwyczajne, po prostu szare, mimo, że mamy być obecni duchem w tych dwóch skrajnościach rozróżniając co jest dobre i złe w duchu Miłosierdzia Bożego. Dobro jest normalne, często niezauważalne, bo tak oczywiste i powszechnie panujące, podczas gdy zło manifestuje się i emanuje w chaosie i hałasie, stąd bardziej się narzuca i afiszuje, rzez co jest bardziej widoczne i zakrywa to co Dobre.
Wczoraj przeżywaliśmy Wielki Czwartek – dzień ustanowienia Eucharystii i kapłaństwa. Uczestniczyłem we Mszy Świętej o godz. 18.00 w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa. Komunia była udzielana pod dwiema postaciami przez kapłanów i szafarzy. Jeden podawał Ciało, drugi trzymał kielich z Krwią, a hostia była zanurzana i przekazywana wiernym. To było dla mnie głębokie i wzruszające doświadczenie. Gdy zobaczyłem wiele przygotowanych kielichów i tłum wiernych, zrozumiałem, jak wielu przyjmie Komunię w pełnym znaku, zgodnie z wolą Chrystusa.
Symboliczne było również to, że Eucharystii udzielały dwie osoby – znak wspólnoty i słów: „gdzie dwóch albo trzech zgromadzonych w imię moje, tam i Ja jestem”. Poruszyło mnie także obmycie nóg wiernym przez proboszcza. Piękny był gest zdjęcia wierzchnich szat – znak ogołocenia, na wzór Chrystusa. Pragnąłbym jednak, aby nie był to tylko symbol, lecz wyraz codziennej postawy wobec wiernych. Zabrakło mi udziału wszystkich kapłanów w tym geście.
Przyjmując Komunię, nie potrafiłem powstrzymać wdzięczności. Na słowa: „Ciało i Krew Chrystusa” odpowiedziałem: „Amen – dziękuję”. Było to spontaniczne wyrażenie radości i wdzięczności, szczególnie wobec proboszcza, któremu za to z serca dziękuję.
Czasem modlę się słowami: „Boże, robię tyle, ile mogę – i trochę więcej”. Wtedy przypominają mi się słowa Jurka Owsiaka, że orkiestra będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej. Może rzeczywiście tak będzie – kto wie?

Komentarze
Prześlij komentarz