Wczoraj oglądałem program publicystyczny w telewizji, w którym między innymi Tomasz Terlikowski stanowczo atakował metodę in vitro, wypowiadając się z przekonaniem, jakby posiadał wyłączność na prawdę. Słuchając tej rozmowy, po raz pierwszy jasno określiłem się jako zwolennik tej metody. Jestem gorliwym chrześcijaninem, choć czasem wstydzę się tego, w jaki sposób Kościół przedstawia pewne sprawy. Nie twierdzę, że inne wyznania są wolne od błędów – wszędzie jest dobro i zło.
Po audycji napisałem do redakcji wiadomość, w której wyraziłem przekonanie, że in vitro również może być narzędziem w ręku Boga. Skoro Bóg działa przez ludzi i obdarza ich zdolnościami do walki z chorobami, to także leczenie niepłodności może być uczestnictwem w dziele stworzenia. To Bóg ostatecznie decyduje o przetrwaniu zarodka, a człowiek pozostaje jedynie narzędziem. Wyraziłem też pragnienie rozmowy z panem Terlikowskim, którego poglądy uważam za jednostronne i pozbawione szerszej refleksji.
Jednocześnie zaznaczyłem, że sprzeciwiam się aborcji, eutanazji oraz adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Uważam jednak, że Kościół w kwestii in vitro może się mylić, tak jak w historii wielokrotnie się mylił. Nie przekreśla to jego dobra, ale zobowiązuje do wyciągania wniosków z przeszłości. Marzę o rozwoju medycyny, który ograniczy śmierć zarodków – zarówno w procedurach medycznych, jak i w naturze – choć wiem, że wymaga to głębokiej refleksji moralnej.
Sądzę, że in vitro powinno być stosowane w bardzo ograniczonym zakresie, tam, gdzie inne metody – jak naprotechnologia – nie przynoszą skutku. Naprotechnologia leczy przyczynę bezpłodności, podczas gdy in vitro jest działaniem powtarzalnym. Adopcja również jest piękną drogą i powinna być rozważana także przez zdrowe pary. Mimo to z chorobą należy walczyć, a nie godzić się na nią bez próby leczenia.
Myślę też o bilansie dobra. Jeśli in vitro daje życie, a liczba obumierających zarodków jest porównywalna z tą w naturze, to bilans może być dodatni. W sprawach etycznych warto rozważać owoce – czy jest więcej życia, czy mniej. Dobro jest tym, co pomnaża życie; zło – tym, co je odbiera. Nie chcę, by rozwój prowadzący do „cywilizacji życia”, o której mówił Jan Paweł II, był hamowany z obawy przed zmianą. Papież sprzeciwiał się in vitro, lecz świętość nie oznacza nieomylności w każdej kwestii.
W debatach często przytacza się statystyki: ilu jest katolików, ilu ateistów, ile zarodków obumiera. Jednak większość nie zawsze ma rację. Historia pokazuje, że prawda bywa po stronie mniejszości. Rozważając Księgę Tobiasza (Tb 1,3–12), widzę człowieka, który jako jedyny pozostał wierny Prawu, gdy inni od niego odstąpili. Czy miał się podporządkować większości? Nie. To on okazał się wierny.
Ta myśl pozostaje we mnie żywa: prawda nie zależy od liczby zwolenników, lecz od wierności sumieniu i Bogu.

Komentarze
Prześlij komentarz