Kiedy wracałem do domu, na ulicy usłyszałem rozmowy ludzi, że papież przyjeżdża do Gliwic. Początkowo sądziłem, że to plotki, ale poczułem nieodpartą potrzebę pojechania tam i przyjęcia błogosławieństwa Jana Pawła II. Moja mama, widząc moje zaangażowanie, zgodziła się, żebym pojechał taksówką. Miałem pewne obawy, bo było to kosztowne przedsięwzięcie – szczególnie, że nigdy nie dysponowałem nadmiarem pieniędzy, czasem ledwo starczało na codzienne potrzeby. Wziąłem 50 zł i zapytałem kierowcę, czy mnie zawiezie. Po pół godzinie dotarliśmy na miejsce. Taksometr wskazał prawie 60 zł, więc dałem 55 zł, a resztę zachowałem w kieszeni.
Szybkim krokiem dotarłem na lotnisko, gdzie miał pojawić się papież. Starając się podejść jak najbliżej, dostrzegłem chaos i brak organizacji. Ludzie przepychali się nawzajem, nagłośnienie było niemal niesłyszalne. W końcu zobaczyłem lądujący śmigłowiec, z którego po chwili wyszedł papież. Padły pamiętne słowa:
"MO PRZYJYŻDŻAĆ, NIY PRZYJYŻDŻO – NI MO PRZYJECHAĆ – PRZYJYŻDŻO".
Najważniejsze stało się dopiero na końcu, kiedy papież dokonał błogosławieństwa. Prawie nic nie widziałem i ledwo słyszałem, ale duchowo przyjąłem je w pełnej wierze, ufając, że przyniesie dobro, nadzieję i miłość do mojego życia.
W drodze powrotnej nie miałem pieniędzy na pociąg, więc wsiadłem na gapę, uważnie obserwując konduktora. Gdy go zauważyłem, wycofałem się w przeciwnym kierunku. Pociąg zatrzymał się na stacji w Zabrzu, gdzie kupiłem bilet – reszta drobnych wystarczyła na odcinek Zabrze – Chorzów Batory. Następnie wsiadłem do kolejnego pociągu. Po chwili weszli kontrolerzy, sprawdzając bilety, więc odetchnąłem z ulgą, że miałem legalny przejazd. Z Chorzowa Batorego pieszo dotarłem do domu w niespełna godzinę. Wspomnienia z tego dnia pozostały we mnie aż do dzisiaj. Po tym błogosławieństwie czułem się spokojny, a duchowa obecność papieża w moim życiu umocniła moją decyzję o powołaniu do kapłaństwa – drodze, którą potem ktoś w bezlitosny sposób przerwał.
Boże, zmiłuj się nad nimi!
Cała ta historia, zarówno z Ewangelii, jak i moje osobiste doświadczenia, uświadamia mi, że zmartwychwstanie nie jest czymś odległym ani abstrakcyjnym. Jest realnym, materialnym wydarzeniem, które przenika nasze życie tu i teraz. Jezus Chrystus, zmartwychwstały w ciele i duchu, daje nam przykład i nadzieję, że wiara w Niego ma moc przemiany człowieka i świata. Każde Jego słowo, każdy czyn i każde błogosławieństwo ukazują Boże miłosierdzie i prowadzą ku życiu wiecznemu.
To życie, które obserwujemy w Jezusie, jest zapowiedzią naszej przyszłości – nowej ziemi i nowego życia, w którym materia i duchowość współistnieją w pełni, a nasze serca mogą doświadczyć pokoju, miłości i obecności Boga tu, na ziemi.

Komentarze
Prześlij komentarz