Dzięki temu uczestnictwu jesteśmy zdolni dostrzec ideę, ku której zmierza świat, budując już teraz Królestwo Boże na ziemi. Choć w nim uczestniczymy, to przez własne ułomności, zło i grzech często się od tej idei oddalamy. Oddalamy się od Boga, od Trójcy, od dobra i od tego, co buduje.
Jednocześnie jednak, zbliżając się do poznania tej tajemnicy, zbliżamy się do pełnej jedności całego stworzenia — materialnego i duchowego — ludzi, Boga i istot niebieskich.
Znak „=” powinien być również obecny w naszych relacjach z Bogiem, z innymi ludźmi i z samymi sobą. Tak jak w Trójcy Świętej istnieje równość pomiędzy Bogiem Ojcem, Synem Bożym i Duchem Świętym, tak samo powinna istnieć równowaga w okazywaniu szacunku, miłości i dobra Bogu, człowiekowi i sobie samemu.
Odniesienie do Boga rozumiem jako poddanie się Jego woli oraz nieustanne kierowanie ku Niemu swoich myśli i czynów. Odniesienie do drugiego człowieka pojmuję jako otwartość na jego wolę oraz zwracanie ku niemu swoich myśli i działań. Natomiast odniesienie do siebie oznacza troskę o własne myśli i czyny.
Ktoś może uznać, że taki ideał jest niemożliwy do osiągnięcia. Jednak jeśli nasze myśli i czyny będą zgodne z myślami i czynami Bożymi oraz spójne z dobrem innych ludzi, stanie się to możliwe — i w pewnym sensie już jest możliwe. Pomaga w tym dialog, rozmowa i wspólne poszukiwanie najlepszych rozwiązań.
Jeżeli mówimy o woli, myślach i czynach, musimy pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Gdy są one ukierunkowane na dobro i to dobro nas przenika, nie jest to powód do chluby. Jak mówi Jezus: „Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” (Mt 6,3).
Jeśli czynimy dobro, najlepiej jak najszybciej o nim zapomnieć — nie w sensie zaprzeczania dobru, lecz w sensie nieprzywiązywania się do niego. Dzięki temu możemy czynić jeszcze więcej dobra, nie popadając w pychę, lecz po prostu wykonując to, co należy.
Na koniec warto ponownie wrócić do znaku „=”. Jeśli w którymkolwiek aspekcie życia dochodzi do zniekształcenia równowagi, pojawia się najpierw delikatne falowanie, potem coraz większe fale, aż w końcu może dojść do niebezpiecznego przechylenia.
Można to porównać do stojącego pionowo młotka: jeśli przechylimy go zbyt mocno w jedną stronę, przewróci się; jeśli tylko lekko, wróci do pierwotnej pozycji. Takie przechylenia mogą być pożyteczne, bo pozwalają zdobywać doświadczenie i wiedzę. Trzeba jednak zachować wielką ostrożność.
Jeśli zabraknie nam tej ostrożności, możemy doprowadzić do dramatycznych konsekwencji. Mimo to wierzę, że ludzkość stanie na wysokości zadania i osiągnie w pełni pozytywny cel — ostateczne zbawienie przez unicestwienie wszystkiego, co złe, poprzez uświęcenie.

Komentarze
Prześlij komentarz