Obejmowało to okres, gdy czułem głęboką jedność z Jezusem. Było to dla mnie zarówno trudne, pełne cierpienia, ale i błogiego szczęścia - przeżycie. Wtedy byłem na początku mojej drogi zawodowej. W tym samym okresie miałem sen: Najpierw śniło mi się, że pobłądziłem w mieście i szukałem drogi do domu. Nagle chwyciła mnie za rękę jakaś dziewczyna i zaczęła mnie ciągnąć za sobą. Weszliśmy do podziemi jakby stacji kolejowej lub metra. Później w śnie nastąpił przeskok i pojawił się czerwony autobus. Wraz z dziewczyną wskoczyliśmy do tego autobusu. Był w miarę pusty, zaledwie kilka osób. W autobusie jeden z ludzi, zdajsie był to człowiek mający wysoką pozycję, wskazał na mnie gestem, że mam wyjść z autobusu. Nie chciałem tego, ale go posłuchałem. Nastąpił kolejny przeskok w świecie snu: Ściemniało się, gdy podszedłem do okna w moim pokoju. Z czwartego piętra zobaczyłem: najpierw grupki ludzi, a potem, całe tłumy, idących w jednym kierunku – jakby w hipnotycznym transie. Ja też czułem, jakbym był w transie i coś kazało mi iść z nimi. Nigdzie nie było miejsca. Jeden wielki tłum. Ja patrzyłem i stałem w bezruchu. Zastanawiałem się czy iść, czy zostać. Miałem przeczucie, że mimo głosu mówiącego idź, mam zostać i patrzeć. Czułem, że zostaję, bo moi rodzice zostają. Nie miałem odwagi opuścić rodziców. Spojrzałem, jak i oni w takim transie, stoją przed telewizorem i patrzą w ekran. Spojrzałem w stronę telewizora i zobaczyłem, jak na ekranie jest ukazywana animacja odlatujących spodków. Za oknem było już całkiem ciemno i miałem przeczucie, że już nigdy nie stanie się jasność. To wszystko działo się już w pokoju gościnnym, nie w moim pokoju. Usłyszałem przerażający krzyk mężczyzny. Pomyślałem, że krzyczy z żalu, że pozostał i nie poszedł z innymi, i że teraz będzie już na zawsze w mroku. Na samym końcu kolejny przeskok w postaci krótkiej migawki. Moja rodzina i dopiero co, urodzone dziecko, z wieloma mutacjami i skrzywieniami. Płakało, a więc żyło, choć wydawało się to niemożliwe, przy takiej liczbie wad. To było przerażające. Wszystko już działo się w ciemności i widziałem tylko kontury i zarysy postaci.
Sen ten można odczytać jako zapis wewnętrznego konfliktu między poddaniem się nurtowi świata a zachowaniem wierności temu, co najbliższe i najbardziej pierwotne. Zagubienie na początku drogi zawodowej ukazuje moment podatności na zewnętrzne prowadzenie, w którym łatwo pozwolić się wciągnąć w gotowe struktury obiecujące bezpieczeństwo. Postać dziewczyny i wejście do podziemi symbolizują przejście w obszar zależności i mechanizmów, które prowadzą bez pytania o sens. Czerwony autobus staje się znakiem systemu, do którego nie każdy zostaje dopuszczony, a gest autorytetu nakazujący wyjście ujawnia napięcie między posłuszeństwem a wewnętrzną wolnością. Wykluczenie nie jawi się tu jako porażka, lecz jako zatrzymanie przed drogą, której cel pozostaje niejasny.
Obraz tłumu poruszającego się w jednym kierunku odsłania lęk przed utratą indywidualnego rozeznania i odpowiedzialności. Wewnętrzny przymus, by iść z innymi, ściera się z intuicją, że właściwą postawą jest pozostanie i czuwanie, zwłaszcza ze względu na więź z rodzicami, których nie sposób porzucić w imię nieznanej obietnicy. Telewizyjne obrazy odlatujących spodków sugerują iluzję zbawienia oferowaną bez wysiłku i bez relacji, a zapadająca ciemność oznacza kres duchowego światła, nie fizycznego świata. Ostatnia wizja zdeformowanego, lecz żyjącego dziecka ukazuje przyszłość naznaczoną skutkami zbiorowych wyborów: życie trwa, lecz jest obciążone konsekwencjami decyzji podjętych w transie.

Komentarze
Prześlij komentarz