Rzekł Jezus: „Krzew winny zasadzono poza Ojcem, a ponieważ nie jest mocny, wyrwą go z korzeniami i zniszczeje”.
Łk 18,8b:
„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”
Po rozmowie z pewną znajomą koleżanką ze studiów podyplomowych doszedłem do wniosku, że Kościół jest w bardzo złej kondycji i że słowa, które na początku przytoczyłem, mogą się wypełnić. Kościół często jest nazywany krzewem winnym i w tym kontekście może tu właśnie chodzić o Kościół. Często chodzę do kościoła i widzę, jak wiele starszych osób uczestniczy w Mszy Świętej, a jak niewielu jest młodych. Mam wrażenie, że Kościół w Polsce stracił już jedno pokolenie i jeśli nic się nie zmieni, zupełnie zwiędnie.
Sam Jezus miał wątpliwości, czy znajdzie wiarę na ziemi. Dlatego zasłanianie się faktem, że Kościół trwa już dwa tysiące lat, nie powinno nas usypiać ani prowadzić do bezczynności i letniości. Bóg troszczy się o Kościół, ale tylko wtedy, gdy ma możliwość działania w ludziach. On jest w nas. Jeśli zasypiemy Go obłudą, kłamstwem i złem tego świata, nie zmusi nas do wiary ani do działania. Jest to nasza wolna decyzja i jeśli ludzie wybiorą złą drogę, nie uchroni nas to przed zagładą, która rodzi się z beztroskiego grzechu.
Kościół tworzą ludzie pochodzący ze świata, więc im więcej będzie beztroski w grzechu i braku wiary w świecie, tym bardziej letni będzie również Kościół — szczególnie wtedy, gdy ci, którzy w nim są, będą stali z założonymi rękami, licząc wyłącznie na Boga i myśląc, że wszystko zrobi za nich.
Jest jednak nadzieja i widzę ją w wielu słowach Jezusa, które można podsumować w następujący sposób:
„Ziarno musi obumrzeć, aby wydać stokrotny plon”.
Wierzę, że nawet jeśli Kościół zniszczeje i zostanie zapomniany, Jezus i tak zwycięży, a cały świat stanie się jednym wielkim Kościołem, w którym wszyscy będą naocznymi świadkami Królestwa Bożego na ziemi. Modlę się o to, aby mógł On nas wtedy obronić, a wiara w Niego i w Jego miłosierdzie jest warunkiem koniecznym, by mogło się to dokonać.
Myślę również, że jednym z największych zagrożeń dla Kościoła nie jest otwarta wrogość świata, lecz stopniowa utrata autentyczności i odwagi świadectwa. Tam, gdzie wiara przestaje być życiem, a staje się jedynie tradycją, zwyczajem lub instytucją, tam krzew winny zaczyna usychać od środka. Ludzie, zwłaszcza młodzi, bardzo szybko wyczuwają fałsz i brak spójności pomiędzy słowami a czynami. Kościół nie potrzebuje dziś przede wszystkim nowych struktur ani strategii, lecz ludzi, którzy żyją Ewangelią w prostocie, prawdzie i miłości, nawet jeśli miałoby to oznaczać bycie mniejszością. To właśnie taka wiara — cicha, wierna i konkretna — może stać się zaczynem odnowy i sprawić, że nawet z pozornie martwego pnia znów wyrośnie żywy krzew.

Komentarze
Prześlij komentarz