Chciałbym, żeby były tam obrazy wszystkich ludzi, jednak mam pewne wątpliwości, czy każdy będzie w stanie pójść za tym światłem i pozwoli na utratę świadomości oraz swojego „JA”. Dla mnie było to bardzo trudne i nie wiem, czy będę w stanie tam wrócić, kiedy Bóg powoła mnie do siebie. Mam jednak nadzieję, że kiedy przyjdzie ten czas, również mój obraz znajdzie się w tej miłości, abym mógł ucztować w Królestwie Bożym razem z Jezusem i Jego świętymi.
Myślę też, że to przebywanie w światłości nie będzie trwało długo. Będzie to jakby mignięcie — przejście na drugą stronę — i albo uda mi się przejść, albo nie. Po tym przejściu nastąpi dla mnie nowe narodzenie w nowym, idealnym ciele, które będzie przepełnione miłością i zjednoczeniem z innymi świętymi, a przewodził będzie Jezus. Będzie to nowy, idealny świat przyszłości, gotowy na przyjęcie nauki i całej rzeczywistości Jezusa. Oczekuję tego momentu z utęsknieniem.
Ta Miłość — światło — to jakby księga, w której są zapisani wszyscy święci. Ta Miłość — Jezus — Bóg zaświadczy o nas i pozna nas po śladach pozostawionych przez obecność i zjednoczenie z Nim. To będzie wymagane, abyśmy mogli zostać wskrzeszeni. Później jednych Jezus postawi po swojej prawej stronie, a drugich po swojej lewej stronie. Wtedy oceni nas po owocach — po tym, co pozostawiliśmy po sobie na ziemi: co było dobre, a co złe w naszym życiu, i co zrobiliśmy dla krzewienia wiary oraz dobra na ziemi — również przez pomoc najbiedniejszym i uciśnionym, w których On jest.
Ci źli pójdą tam, gdzie jest miejsce zła, a ci dobrzy tam, gdzie jest miejsce dobra. Tak wypełni się wszystko, co Jezus zapowiedział, i poznamy całe stworzenie takim, jakie jest naprawdę. Cały świat powinien dążyć do przygotowania miejsca na przyjście Jezusa i dopóki wszyscy nie będą na to gotowi, dopóty to nie nastąpi. Jednak choć wszyscy nieświadomie będą na to gotowi, On przyjdzie z zaskoczenia i nikt nie będzie się tego spodziewał. Nikt nie będzie wiedział, że to już teraz, choć będą temu towarzyszyły wielkie znaki.
Nie wiem, kiedy to wszystko się stanie. Nie wiem, czy mój sen sprzed lat (który opisywałem w niedzielę 9 grudnia 2012) dotyczy zdarzeń po powtórnym przyjściu Jezusa na ziemię, czy przed nim. Musimy jednak być świadomi, że wcześniej czy później będziemy zmuszeni opuścić ziemię w poszukiwaniu nowej planety — jakby ziemi obiecanej. Wynika to między innymi z zagrożeń, które wciąż są bliskie ziemi. Nawet jeśli żadne inne zagrożenie jej nie zniszczy, ostatecznie dopełni dzieła nasze Słońce, które ją pochłonie.
Czy do tego czasu Jezus będzie już na ziemi? Tego nie wiem — czas pokaże. Ojciec wie. Wszystko zależy od tego, jak ludzie będą wsłuchiwali się w Jego głos i jak szybko, z Jego pomocą, przygotują ziemię na powtórne przyjście Mesjasza. Gdyby ludzie słuchali Jezusa, kiedy był na ziemi, rzeczywiście nie minęłoby jedno pokolenie, a On przyszedłby powtórnie. Jednak ludzie idą w swojej historii pokrętnymi i zawiłymi drogami — często daleko od woli Boga — i dlatego tak długo musimy czekać na Jego powtórne przyjście. To nie Bóg się ociąga, tylko świat, który nie chce Go przyjąć.

Komentarze
Prześlij komentarz