Przez to, że kapłani często nie mają czasu i wydają się niedostępni, ludzie odczuwają pustkę. A taka pustka to idealne miejsce, by wkradło się zło. Tam, gdzie nie ma dobra, pojawia się pustka, a ponieważ pustka musi być wypełniona, szybko zajmuje ją zło — jak w słowach Jezusa o wysprzątanej duszy, do której wchodzi jeszcze więcej zła niż przed wysprzątaniem. Dlatego potrzeba nam więcej powołań i mniej zapracowanych kapłanów. Chciałbym kiedyś zobaczyć kapłanów nudzących się w konfesjonale — nie dlatego, że jest mało wiernych, ale dlatego, że pasterzy jest tak wielu.
Chciałbym kiedyś poruszyć z ojcem również temat celibatu. Myślę, że nie jest to najlepszy temat dla diakonów, ponieważ u tych najbardziej obiecujących i naturalnych przyszłych kapłanów może on zrodzić wątpliwości, czy dobrze wybrali swoją drogę. Na chwilę obecną muszą oni ten obowiązek wypełniać. Wiem jednak, że często nie potrafią unieść tego ciężaru, podczas gdy tylko św. Paweł nawoływał do takiego stylu życia, a Jezus po prostu tak żył. Była to jednak droga Jezusa, na którą nikt Go nie zmuszał.
Wielu ludzi czuje powołanie do kapłaństwa, ale jednocześnie odczuwa potrzebę bliskości drugiej połówki. Takie osoby nie potrafią odnaleźć się w Kościele katolickim. Wybiorą kapłaństwo — będą nieszczęśliwi, że nie mają rodziny. Wybiorą rodzinę — będą nieszczęśliwi, że nie są kapłanami. Jezus głosił wolność i sam żył w wolności oraz posłuszeństwie Ojcu — nie przełożonym, ślubom czy odgórnie narzuconym nakazom. Z wielkim trudem posłuchał Maryi w Kanie Galilejskiej, ale przypuszczam, że uczynił to dlatego, iż w tym momencie otrzymał w duchu zgodę Ojca. Jezus przestrzegał przed zniewoleniem, także poprzez składanie przysiąg na własną głowę, życie czy tym bardziej na samego Boga. Czynienie dobra powinno wypływać z serca, a nie z odgórnych nakazów.
Wielu poddaje się tym nakazom, ponieważ inaczej nie mogliby spełnić swego powołania. Dlatego pasterz powinien być przede wszystkim posłuszny Duchowi Świętemu i pogodzić się ze swoim losem. Trzeba to jednak właściwie zrozumieć — pogodzenie się z losem nie oznacza bierności. Gdyby jaskiniowcy pogodzili się ze swoim losem, nigdy nie wyszliby z jaskiń. Również Jezus nie zbawiłby świata, gdyby powiedział: „jakoś to będzie”. Trzeba wyjść ze swoich jaskiń — duchowych, cielesnych czy tych z cegły — i zmieniać świat, zmieniać ludzi, zmieniać rzeczywistość, aby zagościły w niej miłość, pokój, jedność i wszystko to, co dobre.
Mógłbym pisać bez końca, ale i tak być może napisałem za dużo. Myślę jednak, że to, co tu zawarłem, jest najbardziej istotne. Jeśli ojciec wyrazi taką wolę, chętnie rozszerzę moje przemyślenia i wyjaśnię wszelkie wątpliwości. Lubię z ojcem rozmawiać i wiele mi te rozmowy dają. Liczę również na jakąś informację zwrotną — co ojciec o tym wszystkim sądzi — oraz, jeśli coś z tych treści zostanie wykorzystane podczas rekolekcji, chętnie poznam reakcję diakonów. Chciałem także podziękować ojcu za prośbę o wyrażenie swojej opinii, ponieważ te przemyślenia ubogaciły również mnie i mogą przynieść wiele dobra w przyszłości.

Komentarze
Prześlij komentarz