Dzisiaj byłem w spowiedzi i przyjąłem Komunię Świętą, uczestniczyłem także w Eucharystii, w której zaciekawiła mnie Ewangelia opisująca Królestwo Boże. Skojarzyłem ją z obejrzanym przeze mnie filmem „Katedra”.
W fabule tej, człowiek przedstawiany jest jak ziarnko gorczycy, a pod wpływem światła, staje się częścią Świątyni. Podczas Mszy przyszła mi do głowy, pewna myśl. Wyobraziłem sobie świat, który składa się z harmonicznych dźwięków. To podobnie jak w przypadku strun w gitarze. Każdy człowiek, każda cząstka, każda wiara, każda myśl, to jakby jedna ze strun. Każda nadaje inny ton. Wydawałoby się, że są zupełnie różne ale kiedy te wszystkie struny zabrzmią razem, tworzą jeden dźwięk akordu. Oczywiście jest konieczne przyciśnięcie strun w odpowiednim miejscu.
Dzisiaj mamy różne odłamy Kościoła. Myślę jednak, że współpraca tych Kościołów oraz szukanie wspólnego dialogu, daje szansę na powstanie jednej wspaniałej i pełnej harmonii. Idąc dalej – standardowa gitara ma tylko 6 strun. Jednak ich użycie w przemyślany sposób tworzy znaczną ilość różnych dźwięków. W pewnym momencie pojawiają się w świecie dźwięki, niesłyszalne dla ludzkiego ucha. Są poniżej i powyżej naszego progu możliwości usłyszenia. Fakt ten można przyrównać do świata duchowego. Nie widzimy go, często nie słyszymy, ale jest. Później są różne fale. Jedne widzialne, inne nie. Jedne szkodliwe, inne pozytywne. Tak też w naszym życiu. Szukajmy więc tych harmonicznych, by Królestwo Boże rozkwitało na tym świecie. Niech panuje w ludzkości i wszystkich wyznaniach, niepodważalna harmonia.
Pomyślałem także o moich doświadczeniach z nowicjatu salezjańskiego. Tam czytałem dzieła św. Jana od Krzyża i św. Teresy Wielkiej. Myślałem, że pomoże mi to stać się lepszym człowiekiem. Zachwyciło mnie wyzbycie się wszystkich uczuć zmysłowych i pójście w noc ciemną, o której mówią wymienieni święci, polegającą na braku odczucia Boga, wyzbycia się wszelkich pragnień, modlitwie i wierze, że On jest.
To było ciekawe doświadczenie i może konieczne, by lepiej zrozumieć samego siebie, w tym mojego ducha. Jednak na szczęście wyszedłem z tego stanu. Myślę, że to był jeden z czynników, które przyczyniły się do znalezienia się u progu nicości. Powtarzałem sobie, że mam się zaprzeć samego siebie, więc mam stracić świadomość, tak by żył we mnie, już tylko Bóg, a nie było już mnie. Chciałem to osiągnąć jak najszybciej i dlatego było to tak bolesne. Teraz powtarzam w swoich myślach “jestem”, by odzyskać pełną świadomość i zmysły, bym lepiej widział i lepiej słyszał. Myślę, że to dobre, skoro sam Bóg określał siebie: “Jestem, który Jestem”.

Komentarze
Prześlij komentarz