Na ostatnim spotkaniu rozważaliśmy przypowieść o bogaczu i Łazarzu (Łk 16,19-31). Podczas medytacji doszedłem do wniosku:
Światło w ciemności świeci. W świetle nie ma ciemności. W świetle nie widać samego światła, bo wszystko jest światłością. Tam, gdzie bóstwo jest przebóstwione, nie widać bóstwa – bo wszystko nim jest. Stąd przepaść między piekłem a niebem. Dusze w piekle widzą światło, lecz nie są w nim i cierpią z powodu jego braku – tak jak gwiazdy są widoczne jako punkty światła, a mimo to nocą trwamy w ciemności.
Co więcej: tylko ci, którzy są w ciemności, naprawdę dostrzegają światło i tęsknią za nim. Ci zaś, którzy są w świetle, często nie są nawet świadomi, że ono w nich jest i przez nich świeci. Dlatego Jezus szczególnie ceni tych, którzy za życia kroczyli w ciemności i grzechu – bo oni najbardziej docenią i świadomie przyjmą światło, które ich zaskoczyło blaskiem, a którego tak bardzo im brakowało.
Kapłan podczas Mszy podkreślił, że bogacz z przypowieści nie jest znany z imienia, natomiast Łazarz jest wielokrotnie przywoływany po imieniu. Tak też jest w Niebie – Bóg zna imiona tych, którzy się do Niego zwracają. Postawa Łazarza przypomina też człowieka proszącego Jezusa o pomoc ze słowami, że i psy jedzą okruchy ze stołu swego pana. To otworzyło serce Jezusa. My, spożywając chleb – Ciało Chrystusa – jak okruchy ze stołu Pana, mamy przez pokorę dostęp do Nieba, w przeciwieństwie do tych, którzy uczestniczą w pełnej uczcie, lecz paradują w powłóczystych szatach i chcą być nazywani ojcami zamiast braćmi.
Wolę więc teraz za życia płonąć, by potem móc się ochłodzić.
Słuchałem też audycji w Radio Plus Opole, gdzie pewien ksiądz wyznał, że gdyby nie kapłaństwo, prawdopodobnie nie byłby tak gorliwym katolikiem i nie wie, czy w ogóle chodziłby do kościoła. Bardzo szanuję tego kapłana za tak szczere słowa – niewielu stać na taką pokorę, a jednocześnie na wdzięczność za łaskę, jaką jest kapłaństwo.

Komentarze
Prześlij komentarz