Na drugim spotkaniu rozważaliśmy (Łk 15,1-7):
„Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: »Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi«. Opowiedział im wtedy przypowieść: »Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona, wraca do domu i mówi przyjaciołom: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: tak samo w niebie większa będzie radość z jednego nawróconego grzesznika niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia«."
Doszedłem wówczas do pewnych wniosków. Wielu uważa mnie za pajaca, ciemniaka, egoistę – ale wierzę, że nawet jeśli świat widzi mnie w krzywym zwierciadle, Bóg i tak mnie kocha. Może jako jedyny tak mocno i prawdziwie, dostrzegając we mnie to, co najcenniejsze. Bóg wie, jaki jestem naprawdę – każdy mój włos jest przez Niego policzony, a nawet to, co niewidoczne, jest Mu znane.
Mój kierownik duchowy i wielu kapłanów zachęcało mnie do kultu Serca Jezusowego. To doprowadziło mnie do przekonania, że Jezus jest miłosierny wobec każdego – nawet wobec największego ciemniaka. Miłosierdzie Boże, o którym pisze siostra Faustyna, wypływa z Jego serca i trafia do każdego człowieka niezależnie od tego, kim jest i ile w sobie ma. Tego dnia uczestniczyłem o godzinie piętnastej w Koronce do Miłosierdzia Bożego. Czytano fragment dzienniczka św. Faustyny, w którym opisuje kłopoty z powstrzymaniem bluźnierstw przeciwko Bogu – modlitwa była dla niej odrażająca, serce czuło wielkie katusze. Jestem pewien, że wielu uważało ją za dziwaczkę i fanatyczkę, podczas gdy Jezus to właśnie ją najbardziej umiłował.
Pochylenie się nad Sercem Jezusa pomogło mi też zrozumieć, dlaczego Kościół tak bardzo czci Maryję – co dla mnie bywało trudne. W sercu Jezusa była Maryja, bo była Jego matką. W sercu Maryi był Jezus, bo był jej Synem. To Ona szła za Nim od początku do końca – choć matce z pewnością najtrudniej było uwierzyć, że jej dziecko jest Mesjaszem, Synem Bożym, kimś większym od proroków. Matki dziś chcą, by to dzieci szły za nimi – a powinny, na wzór Maryi, iść za dziećmi, wsłuchując się w to co mówią.

Komentarze
Prześlij komentarz