Przygotowana animacja przedstawia symboliczną symulację oddziaływania sił dobra i zła oraz ich wzajemnych relacji. Ukazuje ona, że barwy – symbolizujące różne postawy, energie i duchowe stany człowieka – spotykają się ze sobą w różnych konfiguracjach. Czasem jest to spotkanie barwy czerwonej z niebieską, innym razem zielonej z czerwoną lub zielonej z niebieską. Dzięki temu świat może funkcjonować w sposób względnie stabilny.
Gdyby jednak doszło do przeciążenia tych sił i wszystkie barwy spotkałyby się jednocześnie w jednym punkcie, nastąpiłby koniec – rozpad porządku, którego świat nie byłby w stanie unieść. Dlatego niezbędna jest równowaga i bilans. Harmonia nie polega na jednolitości, lecz na właściwym napięciu między różnorodnymi elementami.
W zaprezentowanej symulacji barwa zielona nie posiada pierścienia, co symbolizuje jej wewnętrzną pustkę i samotność – szczególnie wtedy, gdy pozostaje sama, bez spotkania z pozostałymi barwami w centralnych punktach trójkątów. To właśnie w tych trójkątach barwy osiągają najwyższe nasycenie. Są one obrazem człowieka takim, jakim jest on naprawdę – bez masek, bez presji otoczenia i bez wpływu cudzych oczekiwań.
Symbolika ta wskazuje, że prawda o człowieku objawia się najpełniej nie w izolacji, lecz w relacji. Samotność, nawet jeśli pozornie daje wolność, często prowadzi do wewnętrznej pustki. Dopiero spotkanie – czasem trudne, wymagające kompromisu – pozwala wydobyć głębię i autentyczność ludzkiego wnętrza.
Często słychać słowa krytyki kierowane zarówno pod adresem Kościoła, jak i poszczególnych ludzi – za to, kim są i co robią. Sam nie jestem tutaj bez winy. Łatwo jest osądzać, trudniej zrozumieć. Tymczasem Jezus wskazywał zupełnie inną perspektywę. Mówił, byśmy bali się raczej tych, którzy zabijają duszę, a nie ciało. Słowa krytyki wypowiadane w niewłaściwy sposób właśnie w ten sposób potrafią zabijać duszę.
Jezus nie budował swojej misji na potępieniu, lecz na podnoszeniu człowieka z upadku. Dodawał ludziom siły, wiary i nadziei – niezależnie od tego, kim byli i co uczynili. Posuwał się nawet do odpuszczania grzechów i usprawiedliwiania ludzi, co dla wielu było gorszące. Wychodziło to jednak z Jego nieskończonej miłości do człowieka, która stanowi istotę pierwszego i największego przykazania, streszczającego cały Dekalog.
Jezus był przekonany, że istota zbawienia nie tkwi jedynie w przestrzeganiu prawa, lecz w szczerej, ufnej wierze w Niego, a przez Niego – w Boga, dzięki działaniu Ducha Świętego. To wiara otwiera człowieka na przemianę, a nie sam lęk przed grzechem.
Symbol barw, do którego nieustannie powracam, wskazuje na to, że pełnia Boga zawiera się w całej ludzkości poprzez nałożenie na siebie trzech barw: czerwonej, zielonej i niebieskiej. W tym sensie Jezus mówił, że przyszedł powołać grzeszników, a nie sprawiedliwych. Kościół jest dziełem Bożym skierowanym do ludzi ułomnych, słabych i niedoskonałych.
Paradoksalnie często to ci, którzy mają najwięcej na sumieniu, oskarżają ludzi Kościoła. Tymczasem osoby te – choć pełne wad i słabości – przynajmniej podejmują trud pracy nad sobą. W przeciwieństwie do wielu ludzi żyjących poza Kościołem, którzy albo sądzą, że nie mają grzechu, albo wręcz chlubią się grzesznym stylem życia, traktując go jako znak wolności.
W zaprezentowanej symulacji wyraźnie widać, jak barwy na siebie oddziałują. Gdy barwa czerwona spotyka się z zieloną, powstaje nowa jakość – żółć. Każda z barw idzie na kompromis, przejmując coś od drugiej. Podobnie czerwień z niebieskim tworzą fiolet, a zieleń z niebieskim – odcień przypominający błękit. W taki sam sposób funkcjonują relacje międzyludzkie. Spotkanie nie oznacza utraty tożsamości, lecz jej pogłębienie.
W modlitwie „Ojcze nasz” wypowiadamy słowa: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Oznacza to, że im więcej zła dostrzegamy w innych, tym więcej nieuporządkowania nosimy w sobie. Grzech pierworodny, którego symbolem jest zerwanie zakazanego owocu, nie był początkiem czynienia zła, lecz uświadomieniem sobie dobra i zła. To właśnie to poznanie – pozbawione zaufania – nie spodobało się Bogu.
Jednocześnie należy zachować ostrożność, by nie popaść w przekonanie, że zło i grzech nie istnieją. Gdyby tak było, Jezus nie mówiłby o nich tak często. Wielokrotnie powtarzał: „Twoje grzechy są ci odpuszczone – idź w pokoju i nie grzesz więcej”. Dostrzegał realność grzechu, ale wiedział, że moc Boga jest silniejsza niż największe zło. Nadmierne skupienie się na własnej grzeszności może zasłonić dobro i zaszkodzić duszy.
W istocie to zły jest oskarżycielem, który wmawia człowiekowi, że jest on wyłącznie zły. Bóg natomiast jest usprawiedliwieniem. Choć człowiek nosi w sobie skłonność do zła, jest również zdolny do dobra – i właśnie dlatego Jezus go broni, a nie potępia. W symbolicznej wizji sądu: Ojciec jest Sędzią, szatan oskarżycielem, a Jezus Chrystus obrońcą.
W dalszej części modlitwy „Ojcze nasz” pojawiają się słowa: „i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”. Choć mogą one budzić wątpliwości interpretacyjne, nie oznaczają, że Bóg kusi człowieka. To raczej życie – często niezależnie od naszej woli – stawia nas wobec trudnych doświadczeń. Jezus uczy jednak, by w tej drodze skupiać się na czynieniu dobra, a nie na obsesyjnym poszukiwaniu zła.
Dlatego potrzebujemy spowiedzi i przebaczenia – aby spojrzeć na świat nowymi oczami, nowym słuchem, z oczyszczoną duszą. Tylko dusza, która doświadczyła przebaczenia, jest zdolna naprawdę dostrzec dobro w drugim człowieku.

Komentarze
Prześlij komentarz