Analizując post z 19 sierpnia 2013 roku, w którym pojawiła się animacja zmieniających się barw, doszedłem do wniosku, że życie prowadzone w nadmiernym pędzie nie jest dziełem Bożym i może prowadzić do wewnętrznego rozdarcia człowieka. Przyspieszenie, o którym wówczas wspominałem, wymaga właściwego zrozumienia, ponieważ źle pojęte może stać się źródłem zniszczenia tego, co dobre, Boże i piękne.
Świat niewątpliwie powinien się rozwijać i podążać naprzód, jednak rozwój ten musi odbywać się zgodnie z określonym porządkiem i ładem. Historia i doświadczenie uczą, że postęp pozbawiony fundamentu moralnego oraz duchowego prowadzi nie do harmonii, lecz do chaosu. Przyspieszenie samo w sobie nie jest złem, jednak gdy staje się celem, a nie narzędziem, zaczyna działać destrukcyjnie.
Szatan, jak przestrzega Pismo Święte, często przybiera postać światła. Nie jest to jednak światło prawdziwe, lecz fałszywe – pozorne, zwodnicze i nietrwałe. W tym sensie coraz szybsza zmiana barw może być symbolem takiego właśnie fałszywego światła: intensywnego, przyciągającego uwagę, lecz prowadzącego do dezorientacji i chaosu. Bóg natomiast jest światłem prawdziwym – stałym, niezmiennym i porządkującym rzeczywistość. Zło próbuje naśladować to światło w sposób sztuczny, poprzez gwałtowne tempo i nieustanne zmiany.
Zmiany są potrzebne i mogą być dobre, ale tylko wtedy, gdy są przemyślane, rozsądne i osadzone w głębszym sensie. Pośpiech rzadko sprzyja refleksji, a jeszcze rzadziej mądrości. Obecnie możemy obserwować pewne przyspieszenie przemian na świecie, jednak wynika ono w dużej mierze z faktu, że coraz więcej ludzi bierze w nich aktywny udział. To nie tyle czas przyspieszył, ile zwiększyła się liczba uczestników procesu zmian.
Obserwując współczesne wydarzenia na świecie, trudno nie przywołać słów Starego Testamentu, zapisanych zarówno w Księdze Micheasza, jak i w Księdze Izajasza:
„Będzie On rozjemcą między licznymi ludami i wyda wyroki na narody potężne, odległe; i przekują miecze swe na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciwko narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (Mi 4,3; Iz 2,4).
Słowa te niosą w sobie głęboką nadzieję na świat oparty nie na przemocy, lecz na pracy, dialogu i współpracy. Wyrażają wizję rzeczywistości, w której konflikty nie są rozstrzygane siłą, lecz mądrością, a energia ludzkości zostaje skierowana ku budowaniu, a nie niszczeniu.
Można żywić nadzieję, że ta tendencja będzie się rozwijać i że przytoczone proroctwo zacznie odnosić się do całego świata, a nie wyłącznie do regionów wysoko rozwiniętych gospodarczo. Już dziś da się zauważyć, że wiele narodów zamiast prowadzić wojny, rywalizuje w zupełnie inny sposób – poprzez pracę, innowacyjność i zdolność tworzenia dóbr własnymi rękami.
W tym sensie miecze i włócznie rzeczywiście przestają być potrzebne. Co więcej, symboliczne lemiesze i sierpy – znaki pracy fizycznej – również ustępują miejsca nowym narzędziom. Wiele zadań przejmuje dziś elektronika, automatyzacja i technologia. Nie zmienia to jednak faktu, że lemiesz i sierp pozostają uniwersalnymi symbolami ludzkiej pracy, która nadal napędza świat i daje poczucie bezpieczeństwa.
To właśnie praca, rozumiana szeroko jako twórcze zaangażowanie człowieka, pozwala budować stabilność i wspólne dobro. Dlatego zamiast skupiać się na tym, co dzieli, irytuje i rodzi gniew, warto skierować uwagę ku temu, co łączy i pozwala wspólnie tworzyć lepszą przyszłość. Oby każdy kolejny rok przynosił nowe miejsca pracy, nowe możliwości rozwoju oraz coraz więcej rąk gotowych do budowania dobra wspólnego.

Komentarze
Prześlij komentarz