Chcę także napisać jak rozumiem poniższe słowa:
werset 30 Ewangelii św. Tomasza – […] Rzekł Jezus: „W miejscu, w którym jest trzech bogów, tam są bogowie. Miejsce, gdzie dwu lub jeden jest, ja jestem z nim”. […]
Na samym początku chcę zaznaczyć, że nie neguję Trójcy Świętej, a wręcz przeciwnie. Tak, czy inaczej, powyższe słowa Jezusa rozumiem, jako oddanie się dwóm skrajnościom i poznanie ich w taki sposób, by stały się jednym.
Tego dnia byłem w bazylice franciszkańskiej w Katowicach Panewnikach. Tam oświeciła mnie myśl, którą poniżej staram się opisać. Co łączy te dwie skrajności? Na przykład: dobro i zło. Wierzę, że to Bóg mi powiedział – inaczej oświecił – że to MIŁOŚĆ. Miłość powoduje, że nawet grzech, może być uświęcony, dzięki tej Miłości. Miłosierdzie Boga nie ma granic i właśnie to miłosierdzie wypływa z tego, że Bóg jest Miłością. To On uświęca grzech, przez odpuszczenie winy i w ten sposób czyni z dwóch skrajności jedność. Spójrzmy na sferę seksualną. W pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że może to być zło – szczególnie w moim przypadku, kiedy jestem jeszcze stanu wolnego. Jednak, kiedy wkroczy w to zło Miłość – staje się ono najwyższym pięknem, prowadzącym do przekazania nowego życia – staje się dobre – szczególnie kiedy prowadzi do jedności – małżeństwa. Tak powinniśmy jednoczyć dwie skrajności, pochodzące od Boga, choć nimi nie są. W ten sposób granice pomiędzy tymi skrajnościami się zacierają. Wszystko co daje nam pokój duchowy, jest dobre i temu mówię „TAK”. Wszystko zaś co ten pokój burzy, jest złe i temu mówię „NIE”. Jednak Miłość może ten niepokój pokonać, by „TAK” i „NIE” stało się jednym – stało się Dobre.
Rozwijając ten wątek, można odczytać te słowa Jezusa jako zaproszenie do wejścia w przestrzeń relacji, a nie do rozstrzygania pojęć w sposób czysto intelektualny. Ewangelia św. Tomasza posługuje się językiem paradoksu, który nie porządkuje rzeczywistości według prostych kategorii, lecz prowadzi ku doświadczeniu obecności. „Miejsce”, o którym mówi Jezus, nie wydaje się przestrzenią fizyczną ani prostą sumą osób, lecz stanem świadomości, w którym napięcia i sprzeczności zostają dopuszczone, a nie wyparte.
Jedność, o której tu mowa, nie polega na zniesieniu różnic, lecz na ich przekroczeniu. Bóg nie objawia się w samych skrajnościach, ale w drodze pomiędzy nimi, gdy człowiek nie ucieka ani w idealizowanie, ani w rezygnację. „Bycie z jednym” można rozumieć jako moment integracji – chwili, w której życie przestaje być podzielone na sfery akceptowane i odrzucane, a zaczyna być przeżywane w całości, w świetle prawdy. W takim procesie Jezus jest obecny nie jako sędzia, lecz jako Ten, który scala to, co było rozbite.
Miłość w tym ujęciu nie usprawiedliwia wszystkiego, lecz nadaje kierunek przemianie. Nie ucisza niepokoju sumienia, ale pozwala go przepracować, prowadząc ku dojrzałości. Człowiek nie przestaje rozróżniać dobra i zła, lecz odkrywa, że granica między nimi przebiega przede wszystkim wewnątrz niego. Duchowy pokój nie jest nagrodą za doskonałość, lecz znakiem zgodności życia z prawdą. Tam, gdzie napięcia zostają objęte świadomym wyborem dobra, a nie wyparte lub uproszczone, tam – zgodnie z obietnicą Jezusa – On sam jest obecny.

Komentarze
Prześlij komentarz